Jak nie tworzyć wpisu na bloga, czyli kontent Twoja mać!

To znakomity przykład tego, jak nie tworzyć wpisu na bloga. I jak go nie prowadzić. Przede wszystkim, to miało być codzienne pisanie. Dla siebie, dla treningu, bo zawsze jest fajnie poćwiczyć szarą masę pod kopułą. Swoją drogą, czekam, aż powiedzenie prowadzę bloga przestanie kojarzyć się z  absolutnym obciachem.

 Nowy początek i nowe plany dotyczące bloga w połączeniu z jakimś tam doświadczeniem, które złapało się na portalu. Problem w tym, że jak zaczyna się pracę na portalu, to człowiek/stażysta (absolutnie nie stawiamy znaku równości) zderza się ze ścianą, czyli z klikalnością i kontentem. Okazuje się, że sprawy ważkie, ważne,  które budzą emocje nie są czytane. O wiele lepiej klikalne są tematy o wzorkach na paznokcie, czy sposoby na podniesienie jakości pożycia. Misja niesienia kaganka kończy się zanim zacznie. Kontent twoja mać! Pora dowiedzieć się jak pozbyć się modzeli, cellulitu, cieni pod oczami albo odpowiedzieć na pytanie, czy warto przespać się ze swoim byłym. A które miejsca do uprawiania seksu poprawią tenże?

Czy to źle? Oczywiście, że nie! Jesteśmy bombardowani ważnymi sprawami, ważnymi informacjami, a mało które z nich są powodem do radości. Dużo więcej szczęścia przyniesie ten cały seks na pralce, czy równa kreska na powiece. Dlatego czasami pora jest schować w kieszeni własne ambicje. Tak jest na portalu. A na blogu? Tu powinno być całkiem odwrotnie. Tylko, żeby dowiedzieć co dla człowieka piszącego i człowieka czytającego jest interesujące potrzeba czasu.

I o ten czas głównie chodzi.  Odczuwam go straszny brak. I właśnie w takich sytuacjach odpalam serial. Produktywność tak bardzo!

PS: Przesilenie wiosenne ssie. Jest trochę jak odgrzebanie z szafy ulubionej sukienki. Wiesz, że będziesz wyglądać w niej super… jak schudniesz.