ustawa antyaborcyjna

Niemiłosierdzie, czyli ustawa antyaborcyjna

Stało się. Właśnie złożono w Sejmie projekt ustawy antyaborcyjnej, której celem jest wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji. Pomysł ten, co jakiś czas wraca do sejmowego grafiku i zaprząta głowy posłów i całego kraju. Dlaczego ustawa antyaborcyjna może jedynie zaszkodzić? Dlaczego broniąc praw nienarodzonych lekceważy się prawa kobiet? 

Na początek warto przypomnieć w jakich przypadkach polskie prawo dopuszcza dokonania zabiegu przerwania ciąży:

  • gdy ciąża jest wynikiem gwałtu (do 12 tygodnia),
  • gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu matki,
  • gdy dziecko urodzić ma się z poważnymi wadami rozwojowymi.

Warto to przypominać, za każdym razem, gdy jak bumerang powraca dyskusja na temat aborcji w naszym kraju.

Ustawa antyaborcyjna tylko szkodzi

Aborcja z przyczyn społecznych, czy aborcja „na życzenie” nie jest u nas legalna. Jesteśmy jednym z państw w Europie, które posiada najostrzejsze prawo dotyczące możliwości przerywania ciąży. W sytuacji, gdy nasi sąsiedzi zabiegi przeprowadzają legalnie. Aż 15% takich zabiegów Polki dokonują za granicą. „Turystyka aborcyjna” nie jest zabroniona, zaś według danych przedstawianych przez Federację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny podziemie aborcyjne ma się u nas bardzo dobrze – liczy sobie prawie 100 tys. zabiegów rocznie. Bardziej konserwatywne źródła mówią o kilkunastu tysiącach zabiegów.

Oba źródła potwierdzają istnienie podziemia aborcyjnego. Co ma się więc zmienić, gdy zakażemy jej całkowicie?

Legalnych zabiegów dokonuje się zaledwie kilkaset rocznie.

Niemiłosierdzie

Organizacje pro-life argumentują złożenie wniosku ochroną życia poczętego. Nie mi rozstrzygać kwestie, w którym momencie powstaje człowiek i czy posiada duszę,  bo w gruncie rzeczy pytanie sprowadza się zawsze do „czy Bóg istnieje?”. Z mojego punktu widzenia zadawanie takiego pytania jest trywialne, a kwestie wiary części społeczeństwa (nawet większej jego części) nie mogą decydować o fundamentalnych prawach człowieka już narodzonego.

Argumenty środowisk pro-life są silnie związane z kwestiami wiary katolickiej. W momencie, gdybyśmy mówili o państwie wyznaniowym, byłabym w stanie przystać na to, że kwestie doktryn wiary mogą stanowić prawo tego państwa. Żyjemy jednak w państwie świeckim, w którym argumenty wiary są zupełnie obce części społeczeństwa.

Założeniem religii katolickiej jest nauka Chrystusa dotycząca miłosierdzia wobec bliźniego. Zwolennicy zniesienia prawa aborcyjnego miłosierdziem i prawem do życia nienarodzonych się kierują. Zapominają jednak o miłosierdziu wobec już żyjących kobiet. Zapominają również o darze, który według Księgi Rodzaju podarował Bóg swoim dzieciom – wolnej woli.

Żaden przepis prawa, żadne obostrzenie, zakaz nie powstrzyma kobiety przed usunięciem ciąży, której nie chce. Pozostaną jej trzy opcje  – zabieg za granicą, podziemie aborcyjne lub metody „domowe”.  Aborcja jest decyzją kobiety i to ona powinna o niej rozstrzygać zgodnie z własnym sumieniem.

Nie będę próbowała nawet podejmować oceny moralnej przerywania ciąży. Nie jestem w stanie tego uczynić. Polskie prawo aborcyjne dopuszcza przeprowadzenie zabiegu w 3 dramatycznych w życiu kobiety sytuacjach. Tworząc je postanowiło nie poddawać ocenie takiej decyzji.

Wyrok śmierci

W rozmowach na temat prawa aborcyjnego mówi się o wolnej woli, czy prawie kobiet do decydowania o własnym ciele. Zagłusza się feministycznymi frazesami i katolickimi radykalizmami bardzo istotną kwestię. Dotyczy ona zapisu w obowiązującej ustawie, którego w żaden sposób nie można moralnie podważyć (chociaż niektórzy próbują, o zgrozo!). Chodzi o przerywanie ciąży, gdy ta stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety.

Rozumiem, że filmy, czy książki o kobietach, które mimo ciężkiej choroby decydują się na ciążę, czy jej utrzymanie nas wzruszają. Rozumiem, że zostały zainspirowane prawdziwymi wydarzeniami. Rozumiem, że postawa matki oddającej życie za nienarodzone dziecko jest imponująca i wzrusza do łez. Szanuję takie kobiety, jednak takim samym szacunkiem darze te, które przerywając ciążę decydują się zawalczyć o własne życie i zdrowie. Nie poddaję ocenie ich decyzji. Nie jestem w stanie potępić osoby walczącej o własne życie.  Tym bardziej, że zdaję sobie sprawę iż na jej miejscu mogę być ja lub inne, bliskie mi kobiety.

Warto zrozumieć, że całkowity zakaz aborcji jest wyrokiem śmierci i skazaniem na kalectwo grupy kobiet. Choćby była nawet nieliczna to przecież w tej kwestii liczby nie grają roli.

Zakaz aborcji nie jest humanitarny, ani miłosierny.  Żądza decydowania o tym, co jest słuszne, co godne potępienia jest niczym innym, jak grzechem pychy, złamaniem chrystusowch przykazań miłości i piątego przykazania Dekalogu.