Uprzedmiotowienie kobiet to nie yeti!

Uprzedmiotowienie kobiet dla wielu jest jak dobry żart, z którego śmieją się do czasu, gdy nie dotyka najważniejszych kobiet w ich życiu. Do pierwszego klepnięcia w tyłek przez nieznajomego, albo do czasu znalezienia półnagich fotek swojej córki na serwisach społecznościowych. Uprzedmiotowienie kobiet to nie yeti, którego nikt nie wiedział. Wystarczy włączyć TV, otworzyć gazetę, przejść się po mieście i zwrócić uwagę na reklamy. Wystarczy otworzyć oczy.

Feminizm – dlaczego się go wstydzimy?

Bardzo nie lubię słowa feminizm. Kojarzy się od razu w wyrażeniami jak nazizm, faszyzm, komunizm.  Skojarzenie powoduje etymologia słowa, która łączy łacińskie femina z końcówką odpowiednią dla ruchów społecznym i politycznych (wszelkie –izmy, -yzmy). Ostatnio modne stało się określenie feminazizm, które określa właściwie wszystkie dążenia ruchu równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Każda akcja, która  społeczna, która traktuje o kobietach jest sprowadzana do wymysłu grubych i zakompleksionych jędz – bo taki właśnie jest wizerunek współczesnej feministki.  Tego przysłowiowego haka podstawiają sobie często same kobiety. Wydaje się, że jeśli kobieta stwierdzi, że feministką nie jest doda sobie od razu +20 do atrakcyjności.

Nie będę się wdawać w gdybania kiedy i przez kogo feminizmowi doczepiono paskudną gębę, a każdej kobiecie nazywającej się feministką łatkę radykalizmu. Prawdopodobnie stało się to z winy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Swoje dołożyły pewnie media, przemysł rozrywkowy, który gdzieś w latach 90. wpadł na pomysł, że seks sprzedaje się na tyle dobrze, że warto go przemycić do popkultury.  Od tej pory seksowne kobiety zaczęły wychodzić z lodówek, a cycki stały się gwarantem dobrej sprzedaży. Bycie sexy stało się stylem życia. Sposobem na życie i sposobem na zarabianie pieniędzy. Dużych pieniędzy.

Mówienie o seksie nie jest niczym złym. W końcu to feministki mówią również o potrzebach seksualnych kobiet. To między innymi dzięki nim wzrasta świadomość własnego ciała, a kobiety dostały gwarancję orgazmu. Tylko coś po drodze poszło nie tak i zamiast mówić o seksie merytorycznie, stałyśmy się jego obiektami. Obiektom nie może być po drodze z równouprawnieniem.

 A jednak zaczęłam gdybać.

Uprzedmiotowienie kobiet – Jestem osobą, nie lalką z sex shopu

Nie tak dawno ruszyła dość kontrowersyjna kampania społeczna, której zadaniem jest postawienie sprawy jasno – We Are #WomenNotObjects .

Seks otacza nas zewsząd. Kreatywnych teledysków, w których nie zobaczymy prężących się kobiecych ciał, ocierających się pupami o męskie przyrodzenie w tańcu, na kanałach muzycznych  – można szukać jak ze świecą.  Obecnie nawet w reklamie wyszukiwarki ubezpieczeń musi występować ponętna pani w obcisłej sukience, mówiąca tonem przypominającym w najlepszym razie flirt.  W programach popularnej stacji skierowanej do mężczyzn pojawiają się piękne dziewczęta w szpilkach, króciutkich szortach, w bluzkach z głębokimi dekoltami, których jedynym zadaniem jest seksowne przejście w slow motion i pokazanie swoich wdzięków. Ktoś może powiedzieć, że w końcu programy motoryzacyjne są skierowane do mężczyzn, więc cóż dziwnego w tym, że pojawiają się w nich piękne dziewczyny.  W takim razie ja proponuję, by  programy dla matek, czy programy kulinarne były prowadzone tylko przez wysokich mężczyzn z kaloryferami na brzuchu. Rzecz jasna bez koszulek.

źródło: http://chloedunne-yr8-sexualhealth.weebly.com/
źródło: http://chloedunne-yr8-sexualhealth.weebly.com/

Tylko nie o to chodzi, by seksualizacja  dotyczyła zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Chodzi o wizerunek, jaki rodzi się w naszych głowach. A konkretnie wizerunek kobiety, jaki będzie towarzyszył naszym córkom, młodszym siostrom, wnuczkom.  Dla nich największym wydarzeniem świata mody stał się pokaz bielizny Victoria`s Secret, w którym nie chodzi o bieliznę i nie o bieliźnie się po nim mówi. Dla nich idolką stała się niepotrafiąca nic Kylie Jenner, która pomimo nastu lat przeszła więcej operacji plastycznych niż Pamela Anderson, która szokowała nimi w latach 90. Nastolatka, która uczyniła z siebie obiekt seksualny – pręży się, wygina, wystawia pupę i wydyma powiększone usta. Przygotowanie przez nią makijażu zajmuje dobre kilkadziesiąt minut przez profesjonalną wizażystkę. Czy chcesz żeby Twoja córka wyglądała tak mając kilkanaście lat? Chcesz, żeby jej wartość wyznaczał rozmiar biustu, wcięcie w talii i jędrność pośladków?

Sexy oznacza kobieca?

Kobiecie obecnie chce się wcisnąć obowiązek bycia sexy. Powiększamy sobie usta, piersi, odsysamy tłuszcz, a później wstrzykujemy w inne miejsce, doczepiamy włosy, doklejamy rzęsy, zakładamy dziwne spodnie ze szwem w kształcie serduszka by podnieść  pośladki. Chodzimy na siłownie nie po to, by być zdrowym, ale po to by rzeźbić ciało w tych miejscach, na które obecnie są trendy (czyli te nieszczęsne pośladki, które dziewczyno musisz podnieść i ujędrnić, żeby oglądali się za Tobą na ulicy!).

Operacje plastyczne nie są tak popularne? To z pewnością dlatego ciągle otwierają się nowe gabinety medycyny estetycznej. I nie jest to jedynie zachcianka bogatej części społeczeństwa. Ostrzyknięcie kwasem hialuronowym, czy botoksem  nie jest niebotycznie drogie, o czym świadczy zwiększająca się ilość kobiet o identycznych, nieruchomych twarzach.

A ja chcę się przekornie zapytać, czym seksualizacja kobiet różni się od nakazu noszenia czadory, czy nikabu w krajach arabskich? Wydają się być przeciwstawne, jednak i w jednym i drugim skutek (tudzież cel) jest taki sam – odbieranie cech ludzkich. W jednym i drugim przypadku z kobiet czyni się obiekt, przedmiot. Tylko w jednym robi się to pod płaszczykiem seksualnej wolności, a w drugim pod pozorem szacunku.

Zadam jeszcze  jedno pytanie.  Dlaczego mężczyźni mogą wyśmiewać Justina Biebera po obróbce w Photoshopie w kampanii bielizny Calvina Kleina, ale kobieta która narzeka retusz zdjęć, w każdym kobiecym piśmie, każdej kolejnej kampanii reklamowej uchodzi za zakompleksioną i brzydką?

Jak odczarować feminizm?

Całe szczęście mamy jeszcze takie feministki jak Emma Watson! Oczywiście, feminizm ma swoje radykalne odłamy i szkoda, że w dyskusjach zazwyczaj mówi się właśnie o nich. Tylko, jak uczy nas historia, żadna manifestacja, kłótnia, wojna płci nie przyniosła takich efektów jak powolne zmiany, które zachodzą w ścianach naszych mieszkań i domów.

To wymogi rzeczywistości i dopasowania zmuszają i kobiety i mężczyzn do elastyczności. Kobiety obecnie najczęściej muszą iść do pracy, by dopiąć domowy budżet, więc dlaczego nie dać im równie wysokich pensji? W dalszym ciągu to kobiety rodzą dzieci, ale  o ich wychowanie i opiekę dbają rodzice. Razem.

O co więc powinno chodzić w równouprawnieniu? O możliwość bycia kobietą i możliwość bycia mężczyzną. Nie o zamianę ról i  nie o poczucie wyższości, ale współpracę.

A jeśli ktoś spróbuje napisać, że równouprawnienie kończy się, gdy  trzeba wnieść lodówkę na 4 piętro, to zacytuję znaleziony gdzieś w necie komentarz –  maczyzm kończy się gdy trzeba wyszorować kibel (nie pamiętam danych autorki, ale serdecznie pozdrawiam i dziękuję za złotą myśl!)